• Kategoria: Aktualności
    • Odsłon: 181

    Autorka recenzji: Irmina Kosmala 

    Polska pisarka, publicystka, dziennikarka, animatorka kultury, od 2005 redaktorka naczelna Kuźni Literackiej, krytyczka literacka i teatralna. Recenzja ukazała się na stronie Kuźni Literackiej: https://kuznia.art.pl/recenzje/3243-wszystko-co-sie-nam-przytrafia-grzegorz-trochimczuk.html

    wszystko co okladka montaz przod shyhtaSą książki, które nie powstają dlatego, że autor chce coś powiedzieć, lecz dlatego, że nie może już dłużej milczeć. Wszystko, co się nam przytrafia Grzegorza Trochimczuka należy do tego rodzaju pisarstwa, które rodzi się w bezpośrednim kontakcie z rzeczywistością, jeszcze zanim ta zdąży ulec interpretacyjnemu ochłonięciu i dystansowi. To dziennik pisany w czasie trwania kryzysów, z pełną świadomością, że zapis może okazać się nieostateczny, chwiejny, podatny na korektę. I właśnie ta niepewność stanowi jego największą wartość.

    Tom otwiera się datą 3 lutego 2022 roku – symbolicznym progiem epoki. Kilkanaście dni później wojna na Ukrainie stanie się faktem, który na nowo uporządkuje europejską wyobraźnię polityczną i moralną. Cytat z Ostatniego kabrioletu Antona Myrera, przywołany na początku książki, pełnić będzie funkcję mrocznego refrenu: historia, nawet przegrana, potrafi zatriumfować w innej formie. Trochimczuk nie traktuje jednak tego cytatu jako tezy, lecz jako punkt napięcia, z którego rozwija się dalsza refleksja.

    Formalnie Wszystko, co się nam przytrafia sytuuje się na pograniczu diarystyki, eseju i literackiego zapisu świadectwa. Autor świadomie rezygnuje z jednoznacznej klasyfikacji gatunkowej. Datowany zapis nie służy tu budowaniu ciągłości narracyjnej ani porządkowi faktograficznemu. Jest raczej ramą dla myśli, które krążą wokół kilku obsesyjnie powracających tematów: przemocy historii, kruchości wspólnoty, erozji języka publicznego, doświadczenia starzenia się oraz poczucia życia w przestrzeni coraz bardziej klaustrofobicznej – fizycznie i symbolicznie.

    Wielka historia funkcjonuje tu jako tło, groźny szum, wobec którego wyraźniej wybrzmiewa to, co jednostkowe: rozmowy rodzinne, konflikty światopoglądowe, lektury, codzienne obserwacje. Dzięki temu globalne dramaty zyskują ludzki wymiar, a dziennik przestaje być jedynie kroniką zdarzeń, stając się zapisem świadomości w stanie permanentnego napięcia.

    • Kategoria: Aktualności
    • Odsłon: 167

    PRZYPADKI SUPERAGENTA. TOM TRZECI

    Moje nazwisko Black. Alexander Black. Tak – wzorem swego rodaka sławnego superagenta tajnych służb jej królewskiej mości – mógłby się rekomendować bohater nowej powieści Bogusława Wiłkomirskiego.


    pol. na promienZnam się z Alexandrem i darzę sympatią od blisko pięciu lat. Od pierwszego tomu (1) niebywałych, brawurowych wyczynów agenta SIS - Secret Intelligence Service, instytucji bardziej znanej pod nazwą MI6. Spozierałem agentowi MI6 zza pleców, gdy w niebywale ryzykownej grze, kiedy dosłownie na każdym kroku groziła mu śmierć, próbował wydrzeć Abwehrze najściślej chronione wyniki prac nad stworzeniem toksycznego somanu, który mógł się okazać śmiertelnie groźną bronią chemiczną przy końcu II wojny światowej. Analogiczne, ściśle tajne doświadczenia prowadzili uczeni, zgrupowani przez NKWD na wyspie Wozrożdienije na Jeziorze Aralskim. Ci z kolei testowali w celach militarnych szkodliwe bakterie.


    Po chwili wytchnienia major Black rusza ponownie do boju (2). Jest historyczny październik 1956 roku. Z Warszawy trzeba pilnie wyprowadzić za granicę wieloletniego agenta SIS Karola Rapiwodzkiego, którego właśnie zamierza aresztować bezpieka. Misterny plan udaje się, obaj szczęśliwie lądują w Wiedniu.

    • Kategoria: Aktualności
    • Odsłon: 667

    Połączeni datą: 9 maja Zbigniewa Jerzynę odczytuje Grzegorz Trochimczuk

    Podążałem za twórczym objawieniem Zbigniewa Jerzyny, gdy dopiero co rozpoczął swe unieśmiertelnianie w oparach Orientacji Poetyckiej Hybrydy. On wówczas starszy ode mnie o wiek (tak odczuwałem wtedy), a to realnie stanowiło 8 lat, czego zupełnie nie kojkarzyłrem chłonąc atmosferę Hybrydowej bohemy. Gdzieś w tamtym czasie wśród nas "pętała się" Czerwona Róża, nie odważyłem się wówczas startować w turniejach jednego wiersza, piłem wino importowane z demoludów ze swoimi kumplami i słuchałem jazzu. Bywał tam także inny guru poezji Krzysztof Gąsiorowski. 
    jerzyna

    Potrzebowałem lat, aby po pierwszych doznaniach młodzieńczych, ulec przemożnej woli zagłębienia się w poetycki miąższ twórczych ludzi z lat siermiężnego PRL-u. W wydanej ostatnio publikacji „Wybór Wierszy” Zbigniewa Jerzyny, dzięki usilnym zabiegi jego syna – Marcina, odnalazłem - pośród wielu znakomitych – jeden wiersz, który mnie poruszył: "Wielkie zdarzenie".
    Wiersz ten przeniósł mnie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w przeszłość naszej młodości. Już wiedziałem, że On i ja przeżywaliśmy podobnie.

    • Kategoria: Aktualności
    • Odsłon: 600

    Andrzej Walter

    Co też nam się przytrafiło

    wszystko co okladka montaz przod shyhtaPrzytrafił nam się Grzegorz Trochimczuk i Jego klucz do literatury. Przy czym zapewniam Was, że jest on najwyższych lotów, gdyż zarówno proza w książce „Wszystko, co się nam przytrafia”, jak i poezja w tomie „Rozstrzelany piasek” to pisarstwo przedniej jakościowej próby, którego źródłem i genezą są w obydwu przypadkach: pochłanianie ogromnej ilość mądrych ksiąg czy seanse kinowe dla wymagających. Te punkty odniesienia, że się tak wyrażę, ukształtowały dojrzałego twórcę: dociekliwego, wartościowego i płodnego, który ma już w dorobku trzy książki publicystyczne oraz około czternastu tomów poezji wliczając w to jej wybory. Ostatnia proza to z werwą i życiem opublikowane dzienniki z okresu lat 2022-2024, o których jeszcze napiszę kilka słów, a wiersze to bardzo dobry tom poezji o tematyce antywojennej.

    okladka rozstrzelany piasek 1 przod shyhtaChoć stwierdzić, że „Rozstrzelany piasek” to tom antywojenny, to tak jakby nic nie powiedzieć, bowiem wszystkie wiersze to niejako wędrówka przez ludzką historię wojen, przez zarzewia zła, jak również przez istotę tej już osławionej banalności owego zła, przez dogłębną analizę metodologii konfliktów ludzkich stanowiących niejako pewną pełnię istotę ludzkiej natury, dążącej często do agresji, rozwiązań siłowych nacechowanych lękami, frustracjami czy urazami psychicznymi. Autor wnika niejako w człowieczą skłonność, w jego mentalność zabarwioną słabością, chęcią zdominowania innych, w pokłady nieufności, wyobcowania czy całą tę dramaturgię różnic społecznych owocujących już u zarania naszego bytu pewnym genem wojowniczości dziecięcej kształtującej później całą tę łamigłówkę konfliktu kończącego się użyciem wytwarzanej w nadmiarze broni, a finalnie kończącej się banalną… śmiercią. A przecież wiemy, że ta śmierć, poniekąd zawsze determinanta istnienia, to nasz los, ale z punktu widzenia humanisty i człowieka kochającego ludzi, świat i sztukę po prostu każda śmierć, ba, każda przemoc jest zwyczajną tragedią, której dramaturgię oraz absurdalność powinien właśnie dojmująco przedstawić poeta w krótkiej formie wiersza albo prozaik w sile opisu, który wpłynie na czytelnika.

    • Kategoria: Aktualności
    • Odsłon: 874

    Chcę powiedzieć po przeczytaniu O! Nie!, najnowszej książki poetyckiej Marleny Zynger. Moje O! Tak! wyraża stosunek do jej książki, jej O! Nie! wyraża stosunek do otaczającej rzeczywistości. Zaznaczam tutaj celowo, że zakończyłem lekturę na ostatnim wierszu ecce homo, i nie dałem się wciągnąć w świat posłowia na temat książki zaprezentowanego przez 4 autorów w 5 odsłonach. Dlatego piszę nieskażony.

    o nie
    Nieprzypadkowy tytuł tomiku zrealizowany został w odwrotnej kolejności. Pierwsza część zawiera teksty o świecie i jego atrybutach, wobec których Marlena wyraża sprzeciw. Druga, z zachwytem O!, opowiada o jej własnych dobrodziejstwach. O świecie, który ją uspokaja, który jej się podoba, który sięga w głąb wspomnień dzieciństwa, przywołuje dobrze zachowane w pamięci obrazy osób jej bliskich i rzeczy jej bliskich.


    Książka z biało-czarną okładką, oprócz usystematyzowanych w niej w sposób zamierzony wierszy, została zaprojektowana tak, aby wyrazić przesłanie Autorki. Wierszom pierwszej części towarzyszą czarne stronice z białym kropkami pośrodku, w drugiej części strony z lewej są szlachetnie i przyzwoicie białe z czarnymi kropkami, które już nie zmuszają do sprzeciwu. Jedno mnie zasmuca: część opisująca rzeczywistość trudną do zaakceptowania jest znacznie obszerniejsza o tej drugiej, niosącej światło.


    Zatem, takie mamy czasy. Łatwiej dostrzega się wszelkie mankamenty tego świata, których Poetka nie chce zaakceptować, które świadomie ośmiesza, ukazuję ich złą lub brzydką stronę.

    bóg ekranu podaje rękę prowadzi
    na pola elizejskie pełne towaru i usług
    polecanych przez bota

    już nie trzeba zrywać jabłek
    wystarczy dotknąć ekranu

    • Kategoria: Aktualności
    • Odsłon: 1110

    Christian Medard Manteuffel, właściwie Krystian Medard Czerwiński, urodzony w Brześciu Kujawskim 28.05.1938. Wykształcenie średnie techniczne. 1988 z powodu skomplikowanego schorzenia serca wyjazd do Niemiec, przyjęcie obywatelstwa niemieckiego z rodowym nazwiskiem matki: Manteuffel, bez zrzeczenia się obywatelstwa polskiego. Operacja i długa rekonwalescencja, pobyt na stałe. Członek Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie z siedzibą w Londynie.

    CMMSłowo do wierszy
    Po 13 grudnia 1981 roku z Polski wyjechało na stałe za granicę prawie 1 mln obywateli. Około 60% emigrantów znalazło się w Niemczech Zachodnich, duże grupy udały się do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Austrii, Szwecji, Francji. Wśród migrujących byli azylanci stanu wojennego, uchodźcy solidarnościowi o bardzo różnych stopniach wykształcenia i kwalifikacji. Powszechne były przypadki trudnych adaptacji do życia poza Polską. W bardzo wielu przypadkach emigranci wracali do kraju. Wielu zostało. Znam jednak szereg przypadków zakończonych tragicznie. Wiersz „Powrót” dedykuję imiennie naszym przyjaciołom: Ewa i Karol byli absolwentami Uniwersytetu Lubelskiego, Ewa uczyła nasze dzieci historii i języka polskiego, Karol był psychologiem. Oboje byli aktywistami „Robcio” (Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela). Ewa skoczyła z wieżowca, Karol utopił się.

    Ars moriendi'

    pamięci Arka Rybickiego*

    sztuka umierania, pogardzona i zapomniana,
    w akcie czwartym symfonii bez puenty,
    jakby z innej partytury wyjęta, nie od tego maestro,
    który był autorem spektaklu początku i końca.

    • Kategoria: Aktualności
    • Odsłon: 901

    Przedstawiamy tekst Jana Cichockiego o  nowej książce "Polska spuśćizna w Gruzji":

    Wysublimowany tandem autorski wykładowczyń akademickich – prof. dr hab. Marii Filiny z Tbilisi oraz dr Danuty Ossowskiej z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie – wytrwale, od kilkudziesięciu lat wyszukuje, dokumentuje i publikuje perypetie i dokonania naszych rodaków na Kaukazie, w szczególności w Gruzji. Nowym dziełem obu pań jest tom Polska spuścizna w Gruzji *.

    Polska spuścizna w Gruzji
      Niezbyt gruby tom, na pozór!, liczący 235 stronic zawiera przebogaty zbiór życiorysów polskich     zesłańców, którzy za walkę z carskim zaborem znaleźli się w Gruzji, oraz opis ich dokonań.   Pandemia covidu i inne niepomyślne czynniki sprawiły, że książka z opóźnieniem trafiła do moich   rąk. Wcześniej ukazały się Losy Polaków na Kaukazie. Część I „Tbiliska grupa” polskich poetów   zesłańczych** . Część druga tej pracy jest w przygotowaniu. W Losach… po raz pierwszy została   przedstawiona antologia tekstów polskich zesłańców. Pierwsze wydanie książki ukazało się   drukiem w roku 2007, następne – 2015, w 2016 wyszedł przekład rosyjski, w 2018 – gruziński. Czy   trzeba lepszej promocji polskiego tematu w świecie?


    Obie książki będą bez wątpienia cymeliami w księgozbiorach zainteresowanych historią Polonii, zwłaszcza losami zesłańców kaukaskich i ich potomków. Są też – choć nie było to zamierzone – nieocenionym przewodnikiem po kulturalnej i historycznej Gruzji.

    • Kategoria: Aktualności
    • Odsłon: 303

    Podczas Inauguracji 50. Warszawskiej Jesieni Poetyckiej w dniu 14 października 2022 roku wręczono prestiżowe Nagrody Literackie im. Juliusza Słowackiego i im. Jarosława Iwaszkiewicza.

    Nagrody literackie 1

    • Kategoria: Aktualności
    • Odsłon: 1322

    Postanowiłem, jak w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, pieszo pokonać trasę Krakowskie Przedmieście – Muranów. Nawet nieco dalej, bo do Dworca Gdańskiego. Na Andersa przypadkowo, często znajduję książki przypadkowo, zauważyłem na wystawie nową powieść Olgi Tokarczuk „Empuzjon” . Tego słowa nie ma jeszcze w internetowym słowniku języka polskiego, musiałem dodać, żeby zniknęło czerwone podkreślenie. Skoro to pierwsza nowa powieść po Noblu – trzeba było kupić prawie za 55 złotych twardo oprawioną książkę.

    Empuzjon  Nie żałuję kasy na dobrą literaturę. A więc założyłem, że ta inwestycja jest warta mojego zachodu, mimo że z panią Tokarczuk mam w pewnym sensie na pieńku. Dałem temu wcześniej wyraz pisząc niewielką recenzję na temat powieści „Bieguni”. I to zanim komitet noblowski przyznał jej w 2019 r. nagrodę za rok 2018, kiedy nie przyznano żadnej nagrody. Jej przemowa noblowska była przydługa i przyciężka, niepotrzebnie belferska, znacznie odbiegająca poziomem i kulturą od mowy laureata za 2019 rok, Petera Handke, a także oszczędnej i zwartej mowy okolicznościowej Wisławy Szymborskiej.
    Ale nie będę się czepiał. Jestem już mocno zaawansowany w lekturze „Empuzjona(u)?”Co mnie uderzyło najpierw, to zmiana osoby narratora powieści z pojedynczej (całość pisana jest w trzeciej osobie) na mnogą. Ot, taki przykład ze strony 97: Prawie nowe, wysokie, starannie wypastowane buty do górskich wycieczek stoją pod drzwiami pokoju Mieczysława Wojnicza. Lubimy (podkreślenie moje) oglądać buty. ‒ my?, „lubimy”. Czy to zamierzona wypowiedź także w imieniu czytelnika, czy też występują obok Olgi Tokarczuk jakieś inne, nieznane jeszcze narratorki? Może w tym kryje się zapowiedziany na stronie tytułowej „horror przyrodoleczniczy”? Poczytamy, zobaczymy.

    Czyta się dobrze, Tokarczuk czyta się dobrze. Wprawdzie odczuwam pewien fałsz literacki w jednym z opisów: Ubity trakt zamieniał się tu w kamienistą wąską drogę, po której od czasu do czasu ciągnęły drewniane wozy zaprzężone w rogate bydło wiozące z gór albo drewno, albo stosy węgla drzewnego o cudownym (podkreślenie moje) ciemnobrunatnym kolorze . „Cudowny” kolor ciemnobrunatny może tylko przyśnić się w tylko horrorze, co było zastrzeżone już na stronie tytułowej. Spodziewam się jednak dobrego, ponieważ Tokarczuk jako motto wybrała cytat z Fernando Pessoa , mojego ulubionego Portugalczyka sprzed stu lat, którego utwory posiadam we własnej bibliotece. Cytat dotyczy rzeczy których się nie da wytłumaczyć. Jestem spokojny, że lektura nowego dziełka Noblistki nie będzie czasem straconym.

    • Kategoria: Aktualności
    • Odsłon: 1429

    To się czyta! Od pierwszego ułamka aż do celi siostry Bettiny. Wydaje się, że początek i koniec należą do innych światów – na początku wszystko, co się staje ma charakter cząstkowy i wyraża wewnętrzne przyzwolenie na odwieczną kolej rzeczy, aby na końcu pójść na całość w zgodzie z duchem Starego Testamentu, ale w pełni doznań zmysłowych i duchowych. Poza tym, pierwszy i ostatni wiersz należą do odrębnych części książki. NIEWAŻNE ZAPISKI nie są wcale takie nieważne, stają się pyłem marnym dopiero w obliczu nieuchronnego (Autor być może wolałby, aby było inaczej). ODLUDZIE tymczasem nieoczekiwanie ma niezwykle ludzką twarz. Jako jeden z pierwszych czytelników – książkę otrzymałem od Autora jeszcze ciepłą z drukarni – przeczytałem całość od deski do deski; nie mogłem bowiem powracać do tekstu dopiero co przeczytanego, aby zgłębiać Autora, lecz gnany ciekawością następnych, odkrywałem kolejne wiersze. Tak praktykuję czytanie poezji, odkładając chwile jej smakowania na dalsze obcowanie z książką.

    chwila jawy

    Wawrzkiewicza należy czytać zachłannie, ale i z uwagą. Bo jest to Autor niezwykle świadomy siebie samego, penetrujący życie i poszczególne zdarzenia, aż do wyszukanej lekkości humoru. Ta lekkość przydaje wierszom, zapiskom z przeżytego, smaku i smaczków. Marek Wawrzkiewicz jest już niewątpliwie człowiekiem dojrzałym, nawet sam zauważył, że „Chłopiec, który długo mieszkał w starym człowieku, / Zaczął wreszcie dorastać.

Strona 1 z 6